malawrozka blog

Twój nowy blog

Urodziła się osiem lat temu. Kochana, cudowna, była z nami i jest z nami.
Karolinko – kochamy Cię! Niezmiennie mocno. Na zawsze.

Filip

Witam wszystkich,
niezbyt licznych, lecz wiernych, ktorzy zagladali przez ostatnie lata na blog
Malej Wrozki. Ostanimi czasy jakos psychicznie nie moglem sie sklonic ani do
czestego zagladania tutaj ani pisania. Tak to jest jak psychika i emocje
zmieniaja sie na przestrzeni czasu, a przeciez nie chodzi tu o tworzenie czegos
na sile. Jedyne, co sie nie zmienia, to pamiec, smutek i pustka ale takze i
milosc do Karolinki. Ponadto nic ciekawego sie nie dzieje. Po raz kolejny
chcialem tylko podziekowac Wam, ktorzy nas wspieraliscie na rozmaite sposoby –
to bylo i jest bardzo cenne. Czesc z Was znamy osobiscie, czesc ze slyszenia
lub tylko z wpisow na tej stronie, ale wszyscy jestescie naszymi przyjacolmi. Szkoda,
ze tyle dzieci na swiecie musi przechodzic przez cierpienia, wiec jesli tylko
widzicie gdzies okazje aby pomoc im, zrobcie to. Na razie fizycznie nie zamykam
tego bloga i nie wykluczam przyszlych wpisow, ale nazwijmy to oficjalnym
pozegnaniem i podziekowaniem. W razie czego mozna sie ze mna kontaktowac na philoo@wp.pl

 

Pozdrawiam mocno,
Filip

WOSP 2010

35 komentarzy

Dzisiaj final 18-ej Wielkiej Orkiestry Swiatecznej Pomocy, ktora zbiera
fundusze, podobnie jak przed rokiem na sprzet pomagajacy (bardzo,
bardzo) w diagnostyce i leczniu dzieci chorych na nowotwory. Takie
urzadzenia sa bezcenne, tak jak i kazda pomoc w ich zdobywaniu… Mozna
wrzucac do puszki, wplacac przez internet itd (po zakonczeniu imprezy
chyba rowniez): www.wosp.org.pl
Zachecam i pozdrawiam!
[Filip]

Czas plynie szybko, a z biegiem lat zdaje sie przyspieszac. Prawie kazdy to w pewnym momencie zauwaza. Czemu tak sie dzieje, nie wiem, ale juz mnie to wiecej nie martwi, ani nie obchodzi. Czwartego pazdziernika 2008 roku, Mala Wrozka Karolinka, nasza mala coreczka, odeszla z tego swiata, odeszla w inne miejsce. Juz od roku jest w krainie, w ktora jedni wierza lub sa wrecz przekonani o jej istnieniu, inni podchodza do sprawy nieco sceptycznie, a wielu twierdzi, ze to czysta bujda. Ja sie z pewnoscia do ostatniej grupy nie kwalifikuje i tak mi dobrze. Swiat bez Karolinki jest malo ciekawy. To co jest piekne, przyjemne i fascynujace dla innych, jest szare w moim mniemaniu. Setki zdjec, dziesiatki filmikow, pamiatki, ubranka, zabawki, niezliczone obrazy w glowie, ktore pojawiaja co rusz. To wszystko przypomina i odzwierciedla to jaka byla szczesliwa, jaka radosna, a takze jakiego miala pecha. Moze jednak, to nie byl pech, ale wrecz przeciwnie – wyzwolenie sie z ziemskich problemow, na rzecz niebianskich radosci? Tego nie jestem pewien, nie wiem. Malo czego jestem pewien. Pisalem juz tyle rzeczy o Karolince. Chcialo by sie pisac w nieskonczonosc, ale nie jest latwo. Gdyby ktos przypadkiem zbudowal maszyne czasu, zeby sie mozna nieco cofnac, o pare lat, to prosze o kontakt. Jaka zatem byla nasza mala bunia? W skrocie – sliczna, wesola, uczuciowa i bardzo, bardzo dzielna!!! Co lubila robic? Bawic sie (nauralnie!), ale najlepiej z kims, nie sama, tanczyc, ogladac i sluchac bajki, chodzic na spacery, dowcipkowac, szalec na placach zabaw… Czy lubila sobie zjesc? Owszem, choc do obzartuchow nie nalezala. Najbardziej lubila smakolyki (niewiarygodne, prawda?), a do tej kategorii zalicza sie przede wszystkim lukrowana kruszonka z drozdzowek, ale takze wszelkie inne slodkosci, ktore staralismy sie udostepniac w rozsadnych ilosciach (czyli bardzo niewielkich), ale wraz z pogarszaniem sie jej stanu mogla jadac coraz wiecej rzeczy, na ktore miala po prostu ochote. Przez ostatnie tygodnie zyla praktycznie tylko na wedzonym lososiu, swiezych malinach i lodach. No i uwielbiala tez zelki haribo, czyli gumisie.
Karolinka miala ogromna sile i wole walki. Wiele sie od niej nauczylismy, chyba wiecej niz ona od nas. Byla malutka cialem, ale wielka duchem. Karolinka urodzila sie wczesnym popoludniem 26.06.2004 i odeszla na dalsza wedrowke, juz bez nas, wczesnym popoludniem 04.10.2008. Pomiedzy tymi datami wydarzylo sie bardzo wiele. Bardzo, bardzo wiele. Skrajne emocje, radosc i gorycz, szalona zabawa oraz niemoc. Byla z nami fizycznie przez 4 lata i 100 dni. Bedzie w naszych duszach i umyslach na zawsze.

[F]

Minelo juz ponad 300 dni od rozstania. To jest ponad 460.000 minut, a kazda minuta to jedna chwila, zwykle trudna chwila. Te chwile zapelniaja zycie jak takie male klocki, ale nie tak kolorowe jak Lego – te sa w wiekrzosci szare. Czesem sa przezroczyste, ale mimo to nic przez nie nie widac. Wszystko wciaz wydaje sie dosyc nierealne, a powiedzenie, ze czas leczy rany niedorzeczne. Obfitosc zamienila sie w nicosc. To jaka byla Karolinka jest nie do opisania i nie do opowiedzenia, mimo ze probowalem to czynic wielokrotnie. To pozostaje w pamieci i w obrazach, gdy sie zamknie oczy. To tak jak zdjecie wielkiego kanionu Kolorado nie jest w stanie oddac jego potegi i wrazenia jakie robi w rzeczywistosci. Tak to wlasnie jest. Niezbyt optymistycznie, ale szczerze. To wszystko tak tylko troche w ramach pouzalania sie na wlasnym losem, ktory jednak zdaje sie malo istotny. Wszyscy jednak wiemy, lub przynajmniej chcemy wierzyc, ze Karolinka jest przeciez szczesliwa, wiec nie ma co zbyt czesto marudzic. Milego szczescia!

[F]

Jutro, czyli 26 czerwca 2009 sa urodziny naszej Malej Wrozki. Pierwsze jej urodziny, podczas ktorych nie bedzie obecna cialem, ale mamy nadzieje, ze jej dusza bedzie z nami. Karolinka urodzila sie wczesnym popoludniem 26.06.2004 we Frederick Memorial Hospital we Frederick, Maryland, USA. Byl to niezwykle piekny i wzruszajacy dzien, nieporownywalny z niczym innym. Cieply i sloneczny dzien. Wszystko juz czekalo – wozek, lozeczko, fotelik w samochodzie, ubranka… Karolinka troche sie ociagala, ale w koncu wydostala sie na zewnatrz i od tej chwili nasze zycie zmienilo sie niesamowicie. Bylo wspaniale. Pierwsze ponad dwa lata byly pasmem radosci i szczescia i zabawy. Kolejne dwa, to byl koszmar nie do opisania, ale przeplatany licznymi okresami, kiedy bylismy w stanie zapewnic Karolince stosunkowo radosne i szczesliwe chwile. Tak na prawde, to sadze, ze w tym czasie tych dobrych chwil bylo jednak duzo wiecej niz tych zlych. Dodatkowo pomagal nam wszystkim fakt, ze Karolina byla tak dzielna i twarda – mysle ze duzo dzielniejsza niz wielu doroslych w podobnych okolicznosciach. Niesamowite bylo to, jak malo sie skarzyla. Co by nie mowic, to jej niezbyt dlugi pobyt na ziemi odcisnal sie w naszych sercach, duszach i umyslach tak silnie, jakby byl wypalony goracym zelazem, ale bez cienia bolu, przynajmniej przez pierwsze dwa lata… To najpiekniejsza blizna jaka moge sobie wyobrazic i choc nie widac jej na zewnatrz, to bede ja zawsze nosil z duma!

[F]

A ja mialam ostatnio „Dzień Dziecka” :-) Zabrano mnie z domu i odstawiono dopiero następnego dnia!
W między czasie zabrano mnie na obiad do marokańskiej knajpy z pysznym jedzeniem, zawleczono do kina, później na kolację i długie Polaków rozmowy, potem już sama położyłam sie spać a rano po śniadaniu zapakowano mnie i Glorie (psa co ma chyba nadciśnienie bo gania 24 na dobe) i wywieziono na spacer po plaży. Następnie odstawiono mnie szczęśliwą i rozentuzjazmowaną do domu.
Dziękuję Ci Marzeno K.!!! :-)

W Dniu Dziecka zawiozłam Jej wielkiego słonecznika w doniczce. Przyszli też dziadkowie z Gina (psem) i wkopaliśmy trochę nowych kwiatków. Pięknie tam u Niej. Za 2 tygodnie będzie Tata Karolinki. A jutro pogrzeb mojej Babci. Życie.
M.

Pierwszy Dzień Matki bez Niuni. Ostatnie takie moje święto było w szpitalu w Belgii kiedy robiła dla mnie koraliki z pomocą Filipa. Dalej już z górki, w końcu tylko jeszcze Dzień Dziecka, potem kolejne urodziny Karolinki, w wakacje luz, w październiku 1 rocznica śmierci, kolejne Boże Narodzenie bez Niej, Wielkanoc i tak dalej. Marna perspektywa ale bez pocieszania proszę. Jak się dołować to na całego hej!
Mada

Oto dwa ciekawe zdjęcia jakie zrobiłem przy pomocy mikroskopu immunofluorescencyjnego (i podłączonej do niego kamery) kilka dni temu. Na obu zdjęciach jest przedstawione jądro komórkowe podczas podziału komórki na dwie potomne (mitoza). Kolor czerwony oraz zielony przedstawia dwa różne białka wystepujące w jądrze komórkowym, co jest w tym przypadku nie tak istotne jak fakt, ze na jednym zdjęciu widzimy dwa połączone serca, a na drugim motylka. Co ciekawe w ciągu ostatnich tygodni wykonałem kilkaset zdjęć z tej serii, ale tylko w przypadku jednego materiału biologicznego natrafiłem na te śliczności jak serca i minute później motylka. Był jeszcze drugi motylek, ale wybrałem ładniejszego. Co prawda jądra komórkowe, jak i znajdujące się w nich białka oraz DNA podczas podziału przyjmują czasami różne dziwne formy, ale coś takiego jeszcze mi sie nie przytrafiło. Zgadnijcie o kim sobie pomyślałem jak to zobaczyłem i to w lany poniedziałek po Wielkanocy, taki jakby prezent od kogoś. [F]


  • RSS